piątek, 6 lutego 2009

Oralny... błech...

Tak właśnie, jutro mam egzamin oralny (znany również jako egzamin ustny). Niestety przedmiot, z którego mam jutro odpowiadać, traktuje o wychowaniu. A wychowanie to temat rzeka, ile łbów tyle opinii, definicji, twierdzeń, sposobów itd. Można by pomyśleć: nad czym tu się rozwodzić? A jednak...
Podaj mi swoją definicje życia, nauczę się jej na pamięć i będę stosować! Tylko po co? Po co mam żyć, myśleć, rozumieć tak jak ktoś inny? Po co mi definicja wychowania wg. dr R? Kiedy ja inaczej rozumiem wychowanie, miłość, przyjaźń, społeczeństwo... Nienawidzę narzucania swojego myślenia komuś innemu. Po to są takie tematy, żeby o nich rozmawiać, a nie wykuwać je na pamięć. "Oj nie przeczytała pani tego co napisałem w mojej książce, która kosztuje w naszej księgarni jedynie 30zł. Tym razem będzie 3, tak na zachętę." A w rzyć mnie pan pocałuj. Jak będę wychowywać dziecko to też będziesz nade mną stał i pilnował żebym robiła wszystko tak jak w książce? Super Niania normalnie! Yeah!

Łabundek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tu można ponarzekać z nami.