Dominującym sposobem na zrobienie kariery jest wyścig szczurów. Coraz więcej osób deliberując nad swoim 'jakże marnym' życiem mogą dojść do wniosku że taki wysiłek nie jest im niezbędny. Wymyślają nowe tendencje i sposoby na życie- grupy. Cholerne grupy, gdzie zazwyczaj kilku osobom zależy, reszta jest bo nie mają nic ciekawszego do roboty a jeszcze inni woleliby być gdzie indziej ale zostali zmuszeni przez siły ciemności, wykładowców zazwyczaj. Bo obracamy się jeszcze na poziomie studiów, nie zamierzam wybiegać w przyszłość aż tak daleko, kto wie czy jeszcze wtedy me piękne stópki będą stąpać po tej jakże wspaniałej ziemi (tzw. mała dygresja). Wracając do głównego wątku, ktoś się męczy a reszta ma to w 'ręce'(też 4 litery). Bycie ambitnym się nie przydaje bo po fakcie okazuje się ze zamiast 5 osób projekt/prace/zadanie/jakiekolwiek inne widzi-mi-się zrobiła 1. Jest ch***** bo tak i cały świat przeciwko nam! Stałe grupy, jak w każdej społeczności nadają poszczególnym jej członkom określone pozycje, określone role. A co gdy komuś się znudzi? Nowe role? nowe grupy? a może brak grupy? Przechodząc przez studia wśród jakże cudownych doświadczeń grupowych stwierdzam wszem i wobec że jestem na NIE i grupom i bieganiu.
Bocca il lupo,
Wątłe Drzewko
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Piękne stótpki? muhahahahahahhaah a to żeś pojechała :D
OdpowiedzUsuń